with Brak komentarzy

Co ma słoń do mrówki, myślisz? Poza tym, że i jedno i drugie jest zwierzęciem.
Otóż…

W życiu bywa tak, że czasem zatrzymujesz się, chociaż serce i dusza wołają – Idź dalej!

Czujesz zapowiedź nowego i… blokujesz się na ruch naprzód, na to, co przynieść może. Chcesz tego czegoś, pociąga Cię nowe doświadczenie, nowe otwierające się możliwości, czujesz szybsze bicie serca, ekscytację, ciekawość, a jednocześnie boisz się.

Boisz się przekroczyć punkt graniczny, oddzielający obecne od nowego. I drepczesz w miejscu.

Kręcisz się wokół tego punktu, próbując znaleźć jakieś bezpieczne obejście, boczną ścieżkę, cokolwiek, co nie jest tak przerażające jak wejście tzw. główną bramą. Boisz się, że tam, po drugiej stronie będzie zupełnie inny świat, tak odmienny od już znanego i całkiem nawet wygodnego. Że to,
co ważne dotychczas, straci na znaczeniu. Że znikną punkty zaczepienia, że Ty znikniesz spadając w niewidoczną przepaść.

A głowa usilnie pracuje, dostarczając racjonalnych argumentów, i jednocześnie wymówek, byś został tu gdzie jesteś.

By odciągnąć Cię od tego, co postrzega jako zagrożenie dotychczasowego status quo. 

Tak było i ze mną.

Napompowałam moje wyobrażenie o tym, jak to będzie, kiedy wypuszczę stronę internetową, jak puszczę w internetowy świat bloga, moją ofertę… Nadałam temu w mojej głowie tak wielkie znaczenie, tyle mieszało się nadziei, oczekiwań, lęków, obaw, stresu, wyobrażeń o tym, jak to będzie wyglądało i co się będzie działo…

Z maleńkiej, tyci tyci mróweczki, zrobiłam ogromnego, potężnego i groźnego słonia.

Do którego nie było mowy, żebym podeszła. Na samą myśl ogarniała mnie panika.
I tak zrywałam się do działania, po czym zamierałam sparaliżowana, im bliżej było do zakończenia projektu. Wydawało się, że nie starczy mi odwagi i mobilizacji. Opór zdawał się wygrywać.

Aż pewnego dnia przyszło do mnie uświadomienie, że… 
To my sami, w naszej głowie, temu czemuś nieznanemu nadajemy ogromne znaczenie, wręcz fundamentalne, zmieniające dosłownie wszystko.
I wtedy nawet niewielka rzecz, w tejże głowie urasta w twór zbyt wielki i przerażający, by się z nim zmierzyć. A dni, miesiące albo nawet lata tkwienia w poczuciu braku wystarczającej siły i odwagi tylko go powiększają. 

Tymczasem patrząc z dystansu, kiedy wyjdziemy poza umysł, poza zmysły, poza ciało, poza emocje, jest to niczym więcej jak tym,
co robimy codziennie – kolejnym krokiem, kolejnym zadaniem.

Nie musi wcale oznaczać niczego więcej. Jest po prostu wyjściem poza kolejne ograniczenie. 

To lęk tak to odrealnił, zniekształcił i wyolbrzymił. Stworzył z mrówki groźnego słonia.
Tymczasem słoń ten może okazać się najłagodniejszym ze zwierząt. A gdy już ośmielimy się do niego podejść, okaże się małą mrówką,
a my pozostaniemy w zadziwieniu, jak mocno daliśmy się zwieść umysłowi.

Na szczęście, karmiąc nas tak silnym lękiem i odciągając od dalszej drogi, pokazał tym samym, jak ważne jest to, gdzie zmierzamy. 

Dlatego, jeśli czujesz intuicyjnie, że kryje się tam dobro dla Ciebie i wartość, idź. Im dłużej czekasz, tym więcej wątpliwości i lęków pojawi się
w Tobie. Po co je karmić?

Przestań odwlekać, działaj. Jeśli potrzebujesz, zwalniaj kroku, ale idź wytrwale. 
W towarzystwie lęku, z falującym w Tobie oporem, ale i z ufnością, że skoro coś gdzieś tam Cię prowadzi, to jest to właśnie dla Ciebie.

Zostaw Komentarz