Czy istnieje recepta na bezbolesne życie?
„Tableteczki trzeba brać, tableteczki, żeby nie bolało!”
To usłyszałam, gdy wylądowałam u lekarza z nogą w szynie gipsowej oraz z pytaniem, co proponuje dalej.
Wszystko mi opadło w środku. Liczyłam na realnie skuteczne wskazówki, a tu… niespodzianka! Recepta na bezbolesne życie!
Tyle, że nie wierzę, aby to nadal było o życiu. Bo życie, to czucie. Tego, co miłe, ale też tego, co mało przyjemne.
Dlatego od kilkudziesięciu już lat nie biorę nic na ból.
Czy to znaczy, że nigdy nie czułam bólu?
Nic podobnego! Bolało nie raz, i ciało i serce.
Więc może jestem masochistką, której cierpienie sprawia frajdę? Też nie.
Świadomie i celowo zrezygnowałam z wszelkich leków przeciwbólowych, ponieważ chcę mieć kontakt ze sobą i z tym, co ból i bolesne miejsce chce mi ważnego przekazać.
Leki przeciwbólowe – i nie tylko takie – na różne sposoby blokują dostęp do ośrodków w mózgu odpowiedzialnych za odczuwanie bólu
lub otępiają, wyzwalając stany jak po zażyciu narkotyku. Inaczej mówiąc…
Tabletki przeciwbólowe zmieniają naszą świadomość po to, byśmy nie czuli tego, co naturalnie – bez ingerencji leków – byłoby dla nas odczuwalne.
I rozumiem. Mało kto chce odczuwać ból.
Ale unikanie najmniejszego dyskomfortu i zażywanie środka „na nieczucie” – po to, żeby chwilowo poprawić sobie samopoczucie – ma swoje konsekwencje.
Wierzysz, że istnieje recepta na bezbolesne życie?
Jasne, że każdy chce „gotowca”. Tabletkę, przepis, receptę na swoje bolączki – te fizyczne i emocjonalne.
Łyknąć, zastosować i już, jedynie obserwować cudowne zmiany i uleczenie. Tyle że… tak to nie działa.
A przynajmniej nie na dłuższą metę.
I tu reakcją wielu osób jest…
Jak to? Czemu mówisz, że „tak to nie działa”? Przecież znieczula, więc działa.
Na chwilę tylko znieczula? To wezmę kolejną dawkę albo więcej.
A to, że nie pomogło? To znaczy, że jeszcze nie pomogło i trzeba zażywać dłużej.
Generuje skutki uboczne? Nieważne. Ale przynajmniej: nie boli, wysypka nie swędzi, nareszcie wysypiam się, polepszył mi się nastrój
pomimo żałoby po stracie bliskiej osoby, znowu mogę wszystko jeść i nic mi nie szkodzi!
Tylko… czasem nie pomoże pierwszy z brzegu lek, ani nawet ten specjalistyczny.
Z czasem jedna tabletka przestaje wystarczać. A skutki uboczne przynoszą kolejne dolegliwości, i ilość leków do zażycia rośnie.
A później nie pomaga już nic, co aplikujesz. I pojawia się złość, bezsilność, lęk, szukanie winnych…. Emocji mnogość. Emocji, które usilnie próbują sprowadzić Ciebie do siebie. Abyś tu, w sobie się rozejrzała. Byś poszukała odpowiedzi w sobie.
Ból nigdy nie jest za karę ani na złość Tobie. Często to jedyna droga i motywacja dla nas ludzi, żeby w ogóle zatrzymać się, a następnie przyjrzeć się swojemu życiu i zajrzeć w siebie.
Bo to w nas kryje się przyczyna całego bólu, jaki czujemy.
„Ale, jak to? To ja i tylko ja miałabym być odpowiedzialna za swoje życie? Za jakość zdrowia, życia?! Za samopoczucie? Absurd! Bzdura!
To życie, los, ludzie, Bóg, świat, ale na pewno nie ja. Nie przyjmuję tej teorii. Zupełnie nie pasuje do tego, co wiem i czego doświadczam.”
„Przecież chcę być zdrowa! Chcę czuć się dobrze i być szczęśliwa! Każdy chce! A skoro nie jest, to znaczy, że „coś innego” decyduje i zsyła na nas zły los.”
„Całe to zaglądanie w siebie… To nie dla mnie, nie chce mi się w to bawić. Nie chce mi się nic zmieniać, starać się, wkładać wysiłek w cały ten proces docierania do siebie. Tym bardziej, że żadnej gwarancji sukcesu – i to szybkiego – nie ma.
A na dodatek, ewentualnej reklamacji też nie ma gdzie złożyć.”
Znasz to (skądś)? Brzmi znajomo?
Może słyszałaś lub nawet sama tak pomyślałaś? Nic w tym dziwnego.
Nasz umysł jest tak stworzony, aby szukać – i znajdować – łatwe, bezwysiłkowe (jego zdaniem) rozwiązania, które nie wymagają specjalnego zachodu (znów, zdaniem umysłu).
Dlatego z ulgą i szybciej sięgniesz po tabletkę, obiecującą konkretny efekt niż wejrzysz w głąb siebie, szukając przyczyny dyskomfortu, dolegliwości, choroby lub niespełnienia.
Z satysfakcją odnotujesz, że ból/ dyskomfort zniknął i chętnie zapomnisz o sprawie – do kolejnego razu.
Jednak…
Bez wzięcia odpowiedzialności za siebie – za swoje myśli, emocje, przekonania które siedzą w naszej głowie – nie zmieni się nic.
Tu nie działają szybkie rozwiązania, jeśli chcemy trwałych efektów.
Owszem, zażywając tabletkę lub stosując inny „polepszacz samopoczucia” (np. czekoladę, alkohol czy papierosa), chwilowo poczujesz się lepiej, lżej. Tak odrealniona zobaczysz świat w bardziej różowych kolorach a to, co Cię martwiło przestanie burzyć
ten pozorny spokój.
Jednak każdy środek, każdy nawet najskuteczniejszy specyfik przestaje w końcu działać. A Ty trzeźwiejesz, przytomniejesz, no i dyskomfort i ból wracają.
Wraca to, co problematyczne.
Powraca poczucie niespełnienia, frustracja, zagubienie.
Wraca tsunami emocji.
Jak długo chcesz się od nich odcinać?
Jak długo zamierzasz unikać czucia i tego, na co emocje wytrwale próbują zwrócić Twoją uwagę?
Bo może jednak…
Odeszłaś od siebie?
W jakiś sposób siebie zdradziłaś?
Pozwoliłaś na nadużycie siebie?
W chodzeniu na kompromisy zaszłaś już tak daleko, że nie pamiętasz, co Twoje?
Tak bardzo dostosowałaś się do innych, że nie wiesz już kim jesteś poza tymi wszystkimi „muszę”, „powinnam”, „tak trzeba”, „to nie wypada”,
„nie mogę”?
Żyjesz nie-swoje życie?
Sprawdź.
Czy jesteś tu, gdzie pragniesz być życiowo, zawodowo, związkowo, zdrowotnie?
Czujesz się szczęśliwa i spełniona czy raczej przeczołgana przez życie, zmęczona i zniechęcona?
Pasuje Ci to miejsce, w którym dosłownie i w przenośni jesteś?
Zapewne nie, skoro to czytasz.
Każda z nas mierzy się z jakimś niespełnieniem w różnych obszarach życia. I każda unika lub unikała spojrzenia głębiej, w pra-przyczynę niechcianej sytuacji.
Jednak…
Prawdziwe uzdrowienie przychodzi z wnętrza nas.
W jakiejkolwiek trudnej dla Ciebie życiowo sytuacji jesteś, potrzebujesz skonfrontować się z doświadczaną niewygodą, bólem, cierpieniem fizycznym i niefizycznym zamiast od nich uciekać w nieczucie i inne rozpraszacze.
Uzdrowienie przychodzi od wewnątrz.
A to oznacza, że to Ty nosisz w sobie zarówno klucz, jak i moc do zmiany.
Zostaw Komentarz