with Brak komentarzy
Zdecydowaną większość z nas nauczono ukrywać emocje.

Już jako dzieci byliśmy ciągle strofowani przez bliskich dorosłych, gdy zdarzyło nam się powiedzieć lub wyrazić jakkolwiek to, co czujemy naprawdę, co jest w nas żywe teraz. Mówiono, że to „nieładnie tak czuć”, że „nie powinnaś się tak zachowywać”, „co sobie ludzie pomyślą o Tobie?!”, „wstyd mi za Twoje zachowanie!”, i tak dalej, i tak dalej… Mówiono, co wypada czuć, a co nie oraz kiedy i w jaki sposób powinniśmy reagować.

Niestosowanie się do zasad i oczekiwań dorosłych skutkowało najczęściej karami emocjonalnymi, jak brak aprobaty i odtrącenie, czemu bardzo trudno sprostać, będąc dzieckiem pragnącym miłości i akceptacji niewarunkowanej. Ba, nawet jako dorośli mamy z tym problem.

I tak cementowały się w nas, cegiełka po cegiełce, kolejne emocje.

Warstwa po warstwie zbudował się mur, spoza którego już nawet nie wygląda
na zewnątrz nasze spontaniczne odczuwanie czy zachowanie. 

Teraz z niesmakiem, niechęcią lub zazdrością spoglądamy na jeszcze żywiołowo reagujące dzieci, dla których nie ma blokad i ograniczeń. Mimowolnie włącza się nam mechanizm oceniania wobec ludzi, którzy reagują tak, jak czują w danej chwili.

Coś co było zupełnie naturalne, zanika. Zapominamy powoli, jak to jest… po prostu czuć.

Tłumimy te naturalne odczucia jakie pokazują się w danych okolicznościach, przy konkretnych osobach, w określonej sytuacji. 

Często bardzo wyraźnie, choć zaledwie przez chwilę, czujemy prawdziwie, dotyka nas pierwotna emocja. Ale niemal natychmiast, automatycznie podejmujemy decyzję o stłumieniu tego, co poczuliśmy, o wyparciu tego, zrobieniu czegoś, żeby ten rodzaj dyskomfortu, tę niewygodę zlikwidować.

Podejmujemy się nowych wyzwań, które podnoszą poziom adrenaliny; chwytamy za używki, oddając się chwilowej mgle – niestety iluzorycznego – ukojenia; rzucamy się w wir zajęć, które nie dają nam chwili wytchnienia – żeby nie myśleć, nie czuć, nie zastanawiać się; szukamy towarzystwa osób, które skutecznie rozproszą nasze myśli i zmienią emocje w te milej widziane, w te wygodniejsze – tylko już niekoniecznie autentyczne; wciągamy się w problemy innych, żyjąc cudzym życiem – bo przecież inni mają gorzej w porównaniu ze mną…

A tłumione emocje nie znikają. Są i domagają się ujścia, przejawienia i – przez nas – zobaczenia ich. I zawsze znajdą sposób.

Wybuchasz, w najmniej spodziewanym momencie. Płaczesz, pozornie bez powodu. Kaleczysz się, niechcący zupełnie. Chorujesz, choć nie wiesz czemu.

Gdy już nie masz siły ani możliwości uciekać przed emocjami, wtedy Cię znajdują.

I bywa mocno, ekstremalnie, jak schodząca nagle lawina albo pochłaniające wszystko tsunami. Nie rozumiesz, co się dzieje, jesteś przytłoczona, nie potrafisz wypłynąć na powierzchnię i zaczerpnąć powietrza, dusisz się, czujesz panikę, rozpacz, ból, bezsilność… Chcesz, żeby to wszystko
się skończyło. Nie dajesz już rady. Rozpadasz się.

I w tym miejscu, gdy nie masz już siły opierać się, gdy nie widzisz dróg ucieczki… nareszcie pozwól sobie czuć.
Cokolwiek czujesz, ma prawo być.

Pozwól sobie czuć to, co czujesz. Daj sobie pozwolenie na bycie w tym, co przychodzi, na te fale niewygodnych czasem emocji, które Cię zalewają.
Pozwól im być, i pozwól sobie być z nimi. Bez osądzania, bez oceniania, bez prób pozbycia się ich, bez prób ukrycia się przed nimi, bez prób wyparcia ich, bez racjonalizowania, czy przetransformowania rozumowo – na siłę.

Po prostu pozwól sobie być w tym, co się pojawia, w tym co się pokazuje. 

Gdy w tych emocjach pobędziesz i pozwolisz im przejawić się w pełni, gdy nie będziesz z nimi walczyła, opierała się im ani przed nimi uciekała… Gdy nie będziesz im zaprzeczała i przestaniesz pokrywać je sztucznym uśmiechem… one zaczną słabnąć, uwalniać się i rozpuszczać, bo
nie będą już czuły ograniczenia. Chciały wyjść na powierzchnię, żeby przejawić się, zostać zauważone i przyjęte. A skoro pozwoliłaś na to,
nie potrzebują już nic więcej.

Przestałaś się im opierać, przestałaś je podtrzymywać i zasilać energią niechęci, i to wystarczy, by stopniowo rozpuściły się, by przetransformowały. 

I wtedy pojawia się odprężenie. To wewnętrzne uspokojenie, którego tak bardzo pragnęłaś, a nie mogłaś odczuć w sobie tak długo, jak długo tłumiłaś emocje. Doświadczasz tego za czym nieświadomie tęskniłaś tak długo, połączenia ze sobą, ze swoją duszą.

Nie jest łatwo zapomnieć wszystko, co wpajano nam przez lata i co przyjęliśmy jako normę. Odwiązać się od narzucanych nam ograniczeń. Pozwolić sobie na wolność czucia bez opierania się, z akceptacją. Na zrozumienie, że nie ma dobrych ani złych emocji. I tego, że emocje nas
nie określają.

To cały proces zwany świadomym życiem. Możesz w niego wejść na łagodne zaproszenie emocji lub dopiero na ich krzyk. 
Tylko od Ciebie zależy, co wybierzesz.

Zostaw Komentarz